| [ RECENZJA ] Battlefield: Bad Company 2 |
|
 Battlefield: Bad Company 2 – to sequel całkiem udanej strzelaniny FPP, która wsławiła się bardzo popularnym multiplayer oraz oczywiście ogromem zniszczeń jaki możemy w grze dokonać. Potrzebujesz wyjść z budynku? Masz granatnik? Nie ma problemu – możesz sobie zrobić nowe drzwi. Bad Company 2 nie tylko miał być lepszy i ładniejszy od „jedynki”, miał być też ładniejszy od Uncharted 2. Konfrontacja przechwałek developera z rzeczywistością - w dalszej części tekstu.

Przyznam szczerze, że nie jestem fanem wojennych FPS, w zasadzie to ich nie lubię. Na szczęście B:BC2 nie opowiada o I/II WŚ, co odróżnia go od starty odtwórczych do bólu gier. Mamy dzięki temu możliwość zwiedzić w końcu inne zakątki świata oraz użyć bardziej współczesnego ekwipunku. Pod tym względem B:BC2 nie zawodzi, szczególnie jeśli chodzi o sposoby przemieszczania się. Służą temu wszelkiej maści pojazdy dostępne nie tylko w trybie Story, ale także w multiplayer. Trzeba przyznać, że jest w czym wybierać: Jeepy, Quady, ciężarówki, wozy pancerne, czołgi, łodzie pancerne, skutery wodne i helikoptery (nawet bezzałogowe). Imponujące? Dla mnie tak, gdyż szeroko rozumiane pojazdy nie zostały tu dodane ot tak, bo taka jest moda. Zrobiono to po prostu tak jak należy. Pojazdy prowadzi się tak jak w grach „samochodowych”. Do tego by uniknąð problemów z orientacją dostajemy dwa rzuty kamery – zza sterów oraz zza pojazdu.
Dzięki zastosowaniu oddzielnych modeli sterowania dla pieszego żołnierza i dla pojazdów, przemieszczanie się nie sprawia żadnych problemów. Pojazdy prowadzi się banalnie prosto, utrudniono jedynie sterowanie helikopterem i czołgiem z oczywistych względów. Trudności tej nie należy traktować dosłownie. Po prostu łatwiej prowadzi się inne wehikuły. Zadbano jednak o to, by sterowanie pojazdem było marginalną częścią Twojego zadania, najważniejsze jest to jak prowadzisz, którędy jedziesz, kiedy się zatrzymasz, kiedy cofniesz i czy zauważysz porozstawiane miny.

Bronie spisują się wyśmienicie. Czasami nawet zbyt dobrze, precyzja broni jest zbyt idealna. Odrzut ma minimalny wpływ na celność, snajperka praktycznie ani drgnie podczas długiego mierzenia... obojętnie czy w pozycji stojącej czy przykucu. Zastosowano efekt opadania kuli przy strzałach na bardzo duże odległości, ale to jedyna realna niedogodność jaką zaobserwowałem. Broń jest po prostu nienaturalnie doskonała. Oczywiście wielu graczy będzie tym zachwyconych. Wszak gracze w FPS dzielą się na miłośników ułatwień i tych, którzy lubią mierzyć „własnoręcznie” z broni i samemu panować nad nią, inni lubią gdy strzelanie przypomina klikanie ikon na pulpicie komputera.
W sferze strzelania i celowania jest bardzo prosto. Na szczęście DICE nie poszło całkiem w Arcade. Zarówno gracz jak i przeciwnicy nie są niezniszczalni. Zabić jest bardzo prosto, a i o śmierć jest łatwo. Ilość amunicji potrzebna do zlikwidowania przeciwnika jest oczywiście większa niż w rzeczywistości, ale idealna dla gameplayu. Nie ma przewlekłych ran ani kontuzji. Jest podobnie jak w większości gier, wystarczy chwilę odczekać by się zregenerować. Czasem nie jest to łatwe. O ile w przypadku multiplayer nie masz wątpliwości, że ktoś Cię wypatrzył i kropnął korzystając z chwili słabości, tak w przypadku Singla jest już gorzej.

Z ubolewaniem stwierdzam, że po cichu zlikwidować można tylko tych przeciwników, których developer do tego wyznaczył. Inni, przysłowiowo – mają oczy w dupie. W momencie jak raz zostanie otworzony ogień mamy do czynienia z regularną jatką. Wrogowie zawsze wiedzą gdzie jesteś, jakbyś sprytnie się nie czaił – nic to nie da. Widzą przez ściany, a i przeszkody terenowe nie zawsze chronią tak jak wynika to z ich wyglądu. Na to trzeba brać poprawkę przechodząc Story, gdyż z tym mankamentem borykamy się od początku do końca gry.
Pomijając wyżej opisaną bolączkę tryb Story jest całkiem fajny. Mamy dużą różnorodność misji i lokacji, rozległe tereny uzasadniają użycie pojazdów i w zasadzie cały czas coś się dzieje. Nie jest to klasa KillZone2. Mimo że gra próbuje jak dzieło Guerrilla wykreować historię grupki żołnierzy, tak robi to raczej ze średnim skutkiem. Fabuła jest słaba i za krótka, a postaci nie tak wyraziste jak w KillZone2. Nie można jednak tu mówić o słabiźnie. Jest dobrze, oczko ponad przeciętną.

Inną bajką jest tryb Multiplayer. Tutaj należą się spore brawa i cięgi zarazem. O ile sama rozgrywka jest świetna, tak ubogość jaką nam oferuje DICE już razi. Opcji rozgrywek jest mało, nie ma funkcji klanowych, a nawet możliwości organizowania własnych meczów. Teoretycznie można założyć mecz, ale tylko dla osób, które znajduje się na liście friends. Słabo.
Ilością map B:BC2 również nie grzeszy. Początkowo nie przeszkadzało mi to zbytnio, bo przygotowane przez autorów mapki są bardzo dobre... ale w przeciągu kilku dni zapoznałem się z nimi na tyle by odkryć, że ich rozległość jest złudna, są miejsca gdzie lubią czaić się snajperzy, gdzie są słabe punkty, która baza w obronie jest najsłabsza, etc, etc. Wypacza to rozgrywkę prowadząc do sytuacji gdy każda nowa partia zamienia się w odtwarzanie po raz kolejny tego samego spektaklu z drobnymi różnicami. Od razu zaznaczę, że nie jestem fanem tego typu gier, i nigdy nie grałem w nie długo – zbyt szybko mi się nudzi bezcelowe ganianie ze spluwą miesiącami po tych samych mapach, więc zwolennik takiej rozgrywki na pewno odniesie się do BC2 znacznie cieplej.
Są jednak momenty, które są bezcenne i to dla nich warto zagrać w tą grę. Trzeba do tego oczywiście zgranej drużyny. Prowadzenie przemyślanych i zgranych akcji po prostu daje mnóstwo niekłamanej satysfakcji – nawet niepowodzenia takich akcji nie są irytujące, motywują do podejmowania lepszej taktyki. Sukces to nieopisana radość. To jak można łączyć ze sobą działania różnych profesji (snajper, mechanik, napastnik, medyk) oraz właściwości pojazdów daje bardzo duże pole do popisu. Wystarczy sobie tylko wyobrazić jak pięknie można współpracować. Do tego potrzeba jednak wkręconych ludzi. Większość partii sprowadza się do tego, że gracze pojawiają się na mapie, biegną we wskazane na niej miejsce, tam giną, i znów biegną tą samą ścieżką... będą tak robić dotąd, aż jakiś snajper zdejmie ich 5x pod rząd, wtedy zmieniają ścieżkę i od nowa.

Oprawa graficzna lepsza od Uncharted 2 nie jest. Wizualia wykonano bardzo nierówno. Czasem jest średnio, czasem ładnie, a czasami zajebiście. Na uwagę zasługują ostre textury i stały framerete. Niestety postaciom brakuje trochę polygonów, za to pojazdy wykonano świetne, z dużą dbałością o sczegóły. Broń i wszelki ekwipunek również prezentuje się bardzo dobrze. Słusznie, że w FPS zadbano najlepiej o elementy otoczenia, w końcu to właśnie scenografię oglądamy w takiej grze najwięcej. Animacje żołnierzy są całkiem niezłe, niestety pod względem animacji zgonów, bywa różnie... często są nieadekwatne do sytuacji – np. po headshocie w czoło żołnierz łapie się za gardło i upada. Animacje jednak nie rażą, bardzo dobrze spełniają swoją rolę.
Po buńczucznych zapowiedziach i takiej też kampanii reklamowej po BC2 można było się spodziewać więcej. Tymczasem siłą tej gry nie jest mnogość map i trybów, nie jest też nią oprawa audio/wideo. Bo mimo licznych wad, BC2 jest niesamowicie miodne, szczególnie w Multiplayer. Jak podkreślałem kilkakrotnie w tekście – nie jestem miłośnikiem takich gier, Battlefield: Bad Company 2 nawet nie zamierzałem kupować – gra wpadła w moje łapy przypadkiem i spodobała mi się. Co powinno dodatkowo świadczyć o tym, że zła nie jest – skoro wciągnęła nawet kogoś tak nastawionego do tematu jak ja. Przeszedłem Story, od tej pory gram sporo w multiplayer. Gra mi się podoba na tyle, że codziennie pyknę sobie 1-3 partyjki.

Po Battlefield: Bad Company 2 nie należy się spodziewać symulatora pola walki, ani symulatora żołnierza. Silnik gry nadaje się ku temu, jednak wytworzony przez autorów klimat, jest ujęty z przymrużeniem oka. Może właśnie dzięki temu BC2 ma taką grywalność. Bez pompatycznych klimatów, bez silenia się na powagę, biegamy radośnie wyżynając się nawzajem. Mamy tu niemal idealną – niczym w Gran Turismo – równowagę pomiędzy symulacją a arcadeową rozrywką. Fani symulacyjnego podejścia nie powinni od razu się od BC2 odwracać, bo to jaka jest ta gra przede wszystkim zależy od nas.
Ocena jest dla takich osób jak ja, osób które nie pasjonują się FPS multi, nie grzeją ich klanowe potyczki i nie potrafią miesiącami grać na tych samych mapach. Natomiast fani powyższych powinni poważnie się zastanowić nad zakupem, bo BC2 potrafi wciągnąć, wykazuje cechy substancji uzależniającej, o szczególnie silnym działaniu u osób przepadających za tym rodzajem rozrywki.
[ SKOMENTUJ NA FORUM ] |
|
|
|
|
| |
| Oceny artykułu |
Wynik głosowania: 0 Głosów: 0
|
|
| |
|