PS2HARDCORE

Forum użytkowników PlayStation
Home Page FAQ Team Search
  Zarejestruj
Zaloguj 
Wątki bez odpowiedzi Aktywne wątki  

Usuń ciasteczka

Strefa czasowa: UTC + 1




New Topic Post Reply  [ Posty: 4 ] 
 
Poprzedni | Następny 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 26 paź 2019, o 14:41 
Avatar użytkownika
CHAMPION

Dołączył(a): 31 lip 2004, o 19:41
Posty: 23792
gadu: 818467

CO SIĘ STAŁO Z DAYS GONE



Przed premierą nowej gry Sony i studia BEND, śledząc newsy w mediach oraz Twittera różnych dziennikarzy branżowych, którzy wypowiadali się na temat Days Gone, wyczuwałem wiszącą w powietrzu, nieuzasadnioną niechęć.
Niechęć, która pojawiła się zanim ci ludzie mogli w produkcję studia Bend normalnie zagrać. Niechęć ewoluowała w coś co można śmiało nazwać wrogością.

Pamiętny trailer zaprezentowany na E3 nie tylko robił wrażenie, ale jednocześnie był gameplayem, co podnosiło wagę tej prezentacji. Kolejne materiały z gry, odkrywały przed nami, że walka z zombiakami, które później ochrzczono mianem Freakersów (i niezbyt szczęśliwie „Świrusami” w polskiej wersji), nie tylko polega na bieganiu i strzelaniu do potworków, a także wymaga stosowania strategii, rozstawiania pułapek, planowania, skradania się.
Ponadto, developer obiecywał, że większość lokacji będzie można zrobić „po swojemu” i nie ma tylko jednej drogi. Wszystko wskazywało na przynajmniej dobrą grę. Skąd oceny rzędu 40, 50, 60/100?



Czy to się komuś podoba czy nie, oceny są bardzo ważne. Dla mnie, czy dla Ciebie - ocena gry może nie być ważna, kiepska ocena nie przeszkodzi Ci się dobrze bawić z grą, która wbrew wszystkim okazała się dobra. Nie ma tu polemiki. Jednak, my dinozaury, które po dekadach grania potrafią po samych gameplayach zorientować się z dość dużą precyzją czy gra będzie nam odpowiadać czy nie, jesteśmy w mniejszości. Niestety, tak jak te dinozaury, jesteśmy wymierającym gatunkiem. Teraz światem elektronicznej rozrywki rządzą.... casuale.

Dla zdecydowanej większości grających ludzi oceny są ważne, i tak długo jak jak oceny będą dla nich ważne, tak długo będą one oddziaływać na gry. Ktoś mógłby napisać "mnie nie obchodzą oceny, jak widzę, że gra może mi się podobać, to i tak ją kupię". To jest bardzo krótkowzroczne.
Słabe oceny przekładają się na niższą sprzedaż. Sprzedaż przekłada się na budżet przeznaczony dla developera na ewentualne popremierowe wspieranie gry - patche, dodatkowe tryby, DLC.
No i najważniejsze - niska sprzedaż oznacza brak sequela. Nawet jeśli developer chce stworzyć kontynuację, trudno jest mu przekonać wydawcę, że tym razem będzie inaczej.

Dożyliśmy czasów gdy ludziom nie chce się już czytać recenzji. Interesują ich już tylko cyferki, a że cyferki pod nic już nie znaczącym tekstem na różnych stronach są różne - światem recenzji zawładnął Metacritic.com - serwis zbierający oceny płynące z różnych mediów i wyciągający średnią.
Serwis ten stał się tak potężny, że niektóre umowy między wydawcami a developerami celują w określoną średnią na Metacritic uzależniając od niej wysokość wynagrodzenia lub premii.

Ale wróćmy do okresu przedpremierowego Days Gone. Bend studio zaprezentowało godzinny gameplay z Days Gone. Możliwość zagrania mieli dziennikarze dużych serwisów gamingowych, oraz też ci mniejsi, wliczając grających youtuberów.
Opinie były skrajnie różne. Im mniejsza medialnie postać, tym lepszą opinię o Days Gone miała.
Niewiele później gra została oficjalnie opóźniona na kwiecień 2019 roku.



Niewiele przed pojawianiem się gry w sklepach, w Internecie zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu pozytywne opinie, tych co dorwali przedpremierowe egzemplarze gry i szczęśliwców obdarzonych recenzencką kopią gry. Opinie były bardzo ogólne, gdyż wciąż obowiązywało embargo, ale co najważniejsze, wskazywały na dobrą grę.
Wtedy zacząłem naiwnie wierzyć, że moje przeczucia, że Days Gone zostanie zjedzone przez media były zwodnicze i nowy produkt Bend otrzyma pozytywne oceny.

Embargo informacyjne puściło i na Metacritic wlały się recenzje.
Koniec końców Days Gone zakończyło przygodę z recenzentami średnią oceną 71.



Było to sprzeczne z tym co słyszałem od tych co już grali, było to też sprzeczne z moją intuicją gracza dinozaura. Moje doświadczone oko jest w stanie po materiałach z gry bardzo blisko przewidzieć ocenę na Metacritic, biorąc nawet poprawkę na część dupków, która tam siedzi.
Spadnięcie Days Gone w tak zwany żółty przedział było praktycznie niewyobrażalne. Przynajmniej na bazie tego co widziałem.

Ocena 71/100 nadszarpnęła wiarę w moją intuicję i gry nie premierę nie kupiłem.
Zacząłem nawet klecić teorię w swojej głowie, która nawet układała się w logiczną całość. Pamiętacie co było z Crackdown 3 Microsoftu? Mikrzy i wiotcy wprowadzili embargo dla dziennikarzy niemal do samego końca. Grę można było oceniać i pisać o niej otwartym tekstem dopiero w przeddzień premiery, po czym gra odniosła spektakularną klapę (60 na metacritic).

Zacząłem się zastanawiać czy Sony podobnie jak Microsoft nie przewidywało negatywnych recenzji.
Czy przypadkiem nie byli świadomi, że gra jest lipna? To doskonały powód by założyć tak długie embargo na recenzcje. Negatywne opinie mogą prowadzić do pokasowania preorderów. A tego żaden wydawca nie chce. Kontrprzykładem niech będzie embargo na God of War, które kończyło się chyba na tydzień przed premierą.
W przypadku Days Gone embargo kończyło się zaledwie jeden dzień przed wypuszczeniem gry do sklepów.


God of War to był pewniak. Sony chciało by gracze naczytali się pozytywnych opinii. Days Gone ewidentnie nie było pewniakiem. Pytanie czy Sony wiedziało o tym, że media ostrzą sobie szpony na Days Gone od tak dla sportu, czy Sony wiedziało, że gra to kupa i trzeba opóźnić możliwie długo wypłynięcie gówna na powierzchnię. Pytanie godne Shakespeare’a. :>>



Powstrzymując się od zakupu, czas który poświęciłbym na granie przeznaczyłem na poszukiwanie informacji o grze. To co odkryłem, plus pierwsze miejsce w wynikach sprzedaży w UK, gdzie Days Gone pobiło bardzo nagłośniony i super pozytywnie przyjęty przez media Mortal Kombat 11, a także japońskie wyniki w których DG wyprzedziło nawet God of War nie tylko mnie pozytywnie zaskoczyły, ale też prawie przekonały do zakupu.

Ostatnim przekazem, który przypieczętował decyzję o zakupie gry, była opinia dość licznej grupy na Twitterze w której jestem od 2014 roku. Ekipa to ludzie z różnych części Europy, Portugalczycy, Niemcy, dużo Brytoli, ciemnoskórzy(dlaczego wspominam kolor skóry wyjaśni się później) obywatele USA i Francji, w tym też trzy przesympatyczne panie (UK i DE). Generalnie ekipa zróżnicowana jak każde studio odpowiedzialne za edycje Assassin’s Creed. :>>
W grupie tej byłem ostatnim, który jeszcze nie miał Days Gone.
Opinia wszystkich była jednoznaczna. Dobra gra. Dominująca ocena mogła być wyjęta z przedziału 85-95.

Kupiłem więc Days Gone.

Jest to paskudne jak skrajne opinie mediów psują odbiór gry. Mam na myśli te mega pozytywne i te negatywne. Przykładem pozytywnych niech będzie Zelda: Breath of the Wild. Podążając za zapewnieniami mediów kupiłem konsolę Nintendo Switch. Podczas pierwszych godzin zabawy z najlepiej ocenianą grą generacji cały czas po głowie kołatała mi się jedna myśl „Czym oni się tak kurwa zachwycali?”.
Po rozpoczęciu gry w Days Gone z kolei szukałem dowodów na to, że gra jest do dupy. :>>

Days Gone uruchomiłem na PlayStation 4 Pro. Choć na pierwszy rzut oka porównywanie Days Gone do Red Dead Redemption 2 wydaje się chybionym pomysłem, to w istocie, jest wręcz przeciwnie. Gry są bardzo podobne, i nie jest to tylko moja wizja, mnóstwo osób sięga po to porównanie. Podobieństw jest wiele. Począwszy od prezentacji po mechaniki w nich zawarte.

Obie gry szczycą się otwartym światem. Jeden z nich przemierzamy konno, drugi na stalowym rumaku. W obu produkcjach podróżujemy przez tereny górzyste, leśne ostępy, pustkowia i zaśnieżone szczyty. Nie ma wielkich miast, a głównie małe osady, opuszczone rancza, i samotnie stojące domki. W obu grach jest dynamiczna pogoda i system dnia i nocy.

Przy bezpośrednim porównaniu wizualiów Days Gone wygrywa. Przede wszystkim grafika jest wyraźna. Bardzo ostra, ale nie na tyle by raziła w oczy. Gra studia Bend działa w rozdzielczości 3840x2160, czyli jest to ilość pixeli zgodna a natywnym 4K. Efekt ten osiągnięto techniką checkerboarding, która w tym tytule sprawuje się wyśmienicie, i nawet według wyczulonych oczu dziadów z Digital Foundry praktycznie nie jest do odróżnienia od normalnego 4K.

To daje ogromną przewagę nad RDR2, które nie dość, że używa najgorszej techniki checkerboarding na świecie, to jeszcze rozdzielczość nominalna gry jest dobrana fatalnie, jakby ktoś chciał to spieprzyć.
No ale rozdzielczość to nie wszystko. Ważne są też textury, a ich jakość w DG, to pierwsza liga. Nawet na moim dopasionym PC gdzie karta graficzna ma więcej pamięci niż cała PS4, gry rzadko miewają takie tekstury. Podobnie sprawa wygląda z roślinnością. To co w RDR2 było rozmazanym smarkiem, tu jest obiektem i do tego otexturowanym wysokiej jakości grafikami.

RDR2 ma za to przewagę w faunie i krajobrazach. Oczywiście krajobrazy w najnowszym exie Sony są też przepiękne ale mimo lepszej grafiki nie są one tak malownicze, nie urzekają tak jak te w RDR2. Zabrakło pędzla artysty :) Natomiast to co oglądamy cały czas, jest na zdecydowany plus gry o Zombiakach. Otoczenie jest szczegółowe, nie ma dosłownie pustych obszarów, przez które się jedzie i jedzie i jedzie... niemal w nieskończoność, do porzygu. Świat Days Gone jest mniejszy, więc trudniej o nudę żmudnej podróży, ale też zaprojektowanie odgrywa tu dużą rolę.
Świat został zaprojektowany od A do Z przez grafików, moim zdaniem nie posłużono się tutaj żadnym generatorem terenu (co raczej miało miejsce w RDR2). Wszystko jest poskładane tak, że cały czas jest ciekawie, a podróże nie są nudne.
Zawdzięczamy to też doskonałemu rozlokowaniu istotnych obszarów. Każda część świata ma jakieś charakterystyczne punkty, które pozwalają nam nawigować bez sięgania po pomoc mapy czy GPS. Kolejnym atutem „mapy świata” jest zaprojektowanie i rozlokowanie misji. Zadania rozlokowane są tak byśmy stopniowo odsłaniali coraz większe obszary terenu, nie zostawiając „dziur”. Jak wspomniałem, świat prezentuje się ciekawie, podróże nie są nudne, i ponadto wszędzie jest coś do zrobienia.
Tak więc, RDR2 choć ma piękniejsze krajobrazy, grafikę od strony technicznej ma gorszą. Nie tylko oprawa jest uboższa, ale też bardziej monotonna. Moim zdaniem w ogólnym odbiorze Days Gone ma lepszą oprawę, choć na pewno prędko nie zapomnę widoków jakie towarzyszyły moim przenudnym podróżom w Red Dead Redemption 2. Moja opinia nie jest osamotniona, właściwie pełno takich opinii w Internecie. W normalnym świecie nie byłoby to oczywiście rozpatrywane w kwestiach opinii ale faktów. No ale... Co na to media? RDR2 jest lepszy. Tak wiem. Oczywiste rzeczy piszę.
No ale co dalej, wszak zderzamy tu arcydzieło ocenione na 97 i dziadostwo o marnych 71 punktach.
Obie gry nie ustrzegły się też spadków płynności. O ile w przypadku dzieła Rockstar, jakoś ten problem omijał moją wrażliwość to w DG sprawa ma się inaczej. Tutaj spadki płynności są wyraźne i potrafią ukłuć w gałki oczne. Na szczęście nie ma tu mowy o graniu przez kilka minut w przedziale niższym niż 30fps jak to ma miejsce w Zelda Breath of the Wild.
Spadki w DG są chwilowe. Jednak są wyraźne. Przez większość gameplayu frame rate jest stabilny. I nagle niespodzianka, kubeł zimnej wody i gramy dalej :>>

Days Gone to także bugi. Niestety te rzeczywiście są, jednak nie znajdziecie tu nic czego nie spotkaliście w innych grach z otwartym światem. A to NPC gdzieś krzywo pójdzie, a to animacja się nie zsynchronizuje, a to czasem coś później się doczyta. Widzieliśmy to w Wiedźminie 3, widzieliśmy w grach Ubisoftu, w RDR2 i wielu innych. Po spędzeniu 80h godzin z grą studia Bend nie napotkałem bugów, które uniemożliwiłyby dalszą rozgrywkę, czy wypadnięcie poza obszar gry. Bugi jakie napotkałem to pomniejsze sprawy, i występują w znacznie mniejszym stopniu niż w Assassin’s Creed Origins (81) , w którym NPC praktycznie co chwila robiły coś komicznego i kompletnie niezamierzonego zarazem.

Czy bugi i spadki płynności animacji są powodem do obniżenia oceny? Oczywiście tak, ale wszystko zależy od skali zjawiska.
Niestety bugi posłużyły części recenzentów jako oręż przeciwko Days Gone, którego nie dobywają do oceniania innych gier. Co ciekawe, gra w dniu premiery otrzymała patch o wielkości 13GB. Nie wiem ile poprawiała ta aktualizacja w zakresie bugów, ale być może ten właśnie patch odmieniał oblicze gry, w którą przyszło mi zagrać.
W dzisiejszych czasach „Day One Patch” to normalka. Wydaje mi się, że nie powinno się obniżać oceny, która ma być wskazówką dla graczy za coś, co nie występuje w finalnym produkcie. Niestety tutaj „dziennikarze” byli bezsilni. Tu ewidentnie zawiniło Sony. Ta wersja nie powinna być udostępniona do recenzji. Wystarczyło opóźnić premierę o 2-3 dni. No ale czy bugi w grze mogą sprawić, że „dziennikarze” oceniają grę na 50/100? Oczywiście nie.
Wszak Battlefield 4 było wręcz niegrywalne w dniu premiery. Liczne crashe, błędy w rozgrywce, wyrzucanie do menu konsoli. Gra była w fatalnym stanie na wszystkich platformach. Lista poprawek w patchach mogłaby wypełnić grubą książkę. Nie przeszkadzało to jednak recenzentom przydzielić grze EA zieloną średnią 85 punktów. To bardzo wysoka ocena dla niegrywalnej gry, czyż nie?



Warto zwrócić też uwagę na to, że mnóstwo stron wstrzymało się od prezentowania swoich ocen na metacritic. 18 recenzji? Przy tak popularnej grze? Co ciekawe, gra nie ma ani jednej negatywnej opinii.

Cóż więc jeszcze sprawiło, że Days Gone oceniono tak źle? Skoro dziennikarze są tak życzliwi wobec zabugowanych gier?


Days Gone stworzone zostało przez ludzi, którzy robili gry zanim szare PlayStation pojawiło się na sklepowych półkach. Ich pierwsza gra konsolowa Bubsy 3D, ukazała się na konsoli Sony w 1996 roku. Wtedy jeszcze nazywali się Eidetic, później stali się częścią Sonowskiego 989 Studios i ostatecznie dziś znamy ich jako Bend.
Pierwsze studio założono w 1993. Do dziś minęło 26 lat. Rdzeni developerzy zrzeszeni pod szyldem Bend to nie są już ludzie najmłodsi. Od czasów Syphon Filter ekipa ta nie miała okazji stworzyć własnego IP. Nawet Syphon Filter nie był w pełni autorską produkcją.
SF było grą stworzoną na zamówienie Sony, które chciało mieć taki tytuł w swojej bibliotece.
Syphon Filter był grą fantastyczną. Uwielbiałem tą produkcję, już na PS1 miała mnóstwo mechanik, które do dziś w grach są rzadkością a powinny w nich być. Niestety developer miał pecha, gdyż wcześniej ukazał się Metal Gear Solid, który przyćmił znacznie słabiej nagłośnionego Syphona. Do tego tytuł gry nie był zbyt chwytliwy. Osobiście dodam, że gdy wszyscy zachwycali się pierwszym MGSem ja ekscytowałem się Syphon Filter, i do dziś uważam, że w kwestii gameplayu Syphon nie tylko przerastał MGSa ale wiele dzisiejszych gier akcji o szpiegowskim zabarwieniu.

No ale wróćmy do Days Gone. Jest to pierwszy od dawien dawna IP studia, który mogli stworzyć całkowicie od podstaw. Nie był to projekt zlecony przez Sony, to studio musiało przekonać big S do produkcji kolejnej gry o Zombie. John Garvin, scenarzysta i reżyser Days Gone to ta sama osoba, która odpowiadała za pierwszą grę z serii Syphon Filter. To już starszy pan, który tworzył gry w czasach gdy część z graczy była jeszcze denkiem od butelki wina.
W mojej ocenie John został w tym oldschoolowym klimacie do dziś, klimacie filmów akcji lat 80-90 tych. I to widać w Days Gone. Taka jest ta gra. Bohater Days Gone jest typem wyjętym żywcem z tamtych lat. Jak głupio by to teraz nie zabrzmiało, jest typem pasującym do swojej roli.
Niestety branża się pozmieniała. Kiedyś bohaterowie musieli być przekonujący. Herkulesa musiał zagrać Arnold Schwarzenegger, mistrza sztuk walki Bruce Lee, czy Chuck Norris, a Bonda przystojny brunet, a białego mężczyznę... biały mężczyzna.
Obecnie jak wiecie wygląda to zupełnie inaczej.

Żeby zrobić film, lub dużą grę, w pierwszej kolejności trzeba zadowolić działaczy i aktywistów zwanych w języku angielskim SJW (Social Justice Warriors) i tym określeniem będę się posługiwał, gdyż, w języku polskim brakuje sensownego odpowiednika. W Polsce wrzuca się ich do jednego wora z lewakami. Jest to w pewnym sensie zasadne, ale niezbyt precyzyjne. Zgadza się, że każdy lewak powinien wspierać ruchy SJW, ale nie każdy lewak jest aktywistą i nie każdy SJW jest zdeklarowanym lewakiem. SJW nie zawsze mają sprecyzowane poglądy polityczne.
Przeważnie są to osoby słabe intelektualnie, których poglądy polityczne kształtuje jedynie wiara w sprawę o którą walczą. SJW wierzą, że służą szlachetnym celom, dlatego ich fanatyzm jest usprawiedliwiony i jest wielokrotnie wykorzystywany przez lewą stronę sporu politycznego. Tyle z lewactwem mają wspólnego.

Wydawcy i producenci doskonale wiedzą, że ruchów SJW nie da się w pełni zadowolić i jednocześnie zarobić. Większość odbiorców chce oglądać dokładnie odwrotne rzeczy niż SJW wymuszają na producentach. Dlatego potrzebne są kompromisy.

Do niedawna wyglądało to tak:
Robisz kasowy film, serial albo grę? Nie ma problemu, zrób go tak jak chcesz, ale musisz dać im kawałek tortu. Do filmu o niedźwiedziach polarnych trzeba zatrudnić przynajmniej jednego niedźwiedzia brunatnego. Jakoś wytłumaczysz widziom tego brązowego niedźwiedzia, wszyscy będą zadowoleni.

Wraz z rozrastaniem się roszczeń różnych mniejszości kręgi SJW rosły i sprawy się nieco pozmieniały. Teraz oddajesz już dużo większy kawałek tortu i wystawiasz cierpliwość widzów na próbę.

Do sequela filmu o niedźwiedziach polarnych musisz już zatrudnić grupę niedźwiedzi brunatnych. Samica powinna pełnić rolę samca alpha i dwa białe misie muszą być zadeklarowanymi homoseksualistami, muszą mieć prawo do ślubu kościelnego, będąc jednocześnie wyznawcami islamu i rzecz jasna późniejszej aborcji.
To nie jest tak, że współczesne fimy i gry są głupie. Myślicie, że przy tak ogromnych pieniądzach jakie przewijają się przez Holywood, albo gry wideo, nie stać ich na dobrych scenarzystów? Oczywiście, że zatrudniają, często nawet wybitnych ludzi. Ale później oni gimnastykują się by pogodzić wszystkie te rozszczenia w jednej produkcji tak, by przynajmniej jako tako stanowiło to spójną całość, którą może obejrzeć przeciętny widz, który ma w nosie postulaty SJW a czasem wręcz jest im zdecydowanie przeciwny.

Bend Studio najwyraźniej przegapiło te nauki a może nie chciało ich przyswoić. Nie wiem czy Sony było w pełni świadomie co robią, a konkretnie na co się narażają tworząc tą grę.

Deacon St. John – protagonista Days Gone to jak prawy sierpowy wymierzony w twarz rozwydrzonego aktywisty SJW.
Deek to wydziarany od stóp po szyję dziad. Jegomość noszący skórę, jeans, sygnety z czachami i potworne naszywki gangu motocyklowego. Jeździ na epatującym testosteronem Harleyu, jest niezwykle brutalny dla swych wrogów i klnie jak szewc.

Ale to jeszcze nic. Co najgorsze, jest białym, heteroseksualnym napakowanym testosteronem mężczyzną, który do tego jest katolikiem. No masakra. I wiecie co? Wziął ślub kościelny z białą, heteroseksualną kobietą z dobrego domu. Czy już widzicie przerażenie w oczach SJWs? Oto, w wysokobudżetowej produkcji z 2019 roku, powraca koszmar z lat 90tych. Prawdziwy mężczyzna. (Pioruny w tle i wycie wilków)



Nie są to moje prywatne przemyślenia. IGN, Kotaku, Gamespot i później wielu naśladowców miało problem, że Deacon jest białym heteroseksualnym mężczyzną, niektórym nawet przeszkadzało, że jest twardzielem.





Szczerze mówiąc mam wątpliwości, czy ci idioci w ogóle rozumieli co piszą. Bo jeśli dobrze rozumiem, oczekiwali czegoś przeciwnego i gdyby znaleźli się w świecie Days Gone, czyli zderzyliby się z rzeczywistością pod tytułem zombie apokalipsa, woleliby swoje życie powierzyć gejowi, który brzydzi się przemocą i zamiast „o kurwa” mówi „ojejciu”?
- Ojejciu, Deacon, jaki ty jesteś biały i szorstki, wolę iść z kimś łagodniejszym, zombie na pewno nie zaatakują miłych gości o ciemnej karnacji. :>>



Co ciekawe większość tych artykułów atakujących płeć i kolor skóry bohatera było podobne do siebie i na tyle groteskowe, że można pomyśleć, że redaktorzy napisali te teksty w oparciu o instrukcję z tego samego źródła.

Pewnym ludziom nawet przeszkadzało, że Deacon spojrzał na zadek swojej własnej żony. Screenshot z tej scenki obiegł szybko internet, po niezwykle błyskotliwym tweecie „redaktorki” Gamespot.

Po zagraniu w grę okazuje się, że, jest to całkowicie niewinna i raczej zabawna cut-scenka, gdzie sam moment, który widać na screenshocie trwa krócej niż sekundę. Ta pani musiała się mocno wysilić by tą chwilę uchwycić na zdjęciu. Sądząc po jakości screenshota Pani redaktor nagrała rozgrywkę za pomocą przycisku shere, a potem poklatkowo wyłapała ten krótki moment by zrobić zdjęcie telefonem. :>>
Ileż to zachodu by rozpętać gówno-burzę. hahaha


„Tutaj jest moja recenzja Days Gone!
A tutaj… mój ulubiony screenshot z całej gry”


Oczywiście jakby ktoś miał wątpliwości, „uwielbienie” dla tego screenshota jest tutaj ironiczne. Zwłaszcza, że Twittera zalewają fantastyczne, ocierające się o sztukę screenshoty wykonane przez graczy. Natomiast sama pani „redaktor” bez wątpienia jest aktywistką SJW i daleko jej od bycia graczem. Recenzja tej pani mało odnosi się do tego co jest istotne dla graczy.
Oddając sprawiedliwość jest kilka mizernych wzmianek o kwestiach technicznych, ale generalnie cała recenzja jest manifestem nienawiści do Deacona. Do tego całkowicie błędnym w swoim uzasadnieniu. Poniżej znajdziecie fragment recenzji, którą opublikował Gamespot:


„Deacon jest samolubny i jest po prostu nudne, że gra jest bezkrytyczna wobec niego”.

Wcale nie byłoby dla mnie zaskakujące, że człowiek żyjący w świecie, gdzie nadrzędnym celem jest przetrwanie, gdzie brakuje żywności, podstawowych produktów a za każdym rogiem czai się śmierć... jest samolubny. Nie byłoby, ale fakt jest taki, że każdy kto ukończył grę wie o tym, że to nieprawda. Deacon jest do bólu praktyczny. To fakt. Praktycyzm przenosi też na sprawy życia i śmierci, jeśli ktoś mu zagraża to lepiej jest go ubić na miejscu niż go puścić wolno i użerać się z nim w przyszłości. Ale samolubny? Nie.



Oczywiście ciężko jest udowodnić, że jest to kłamstwo, nie podając konkretów z gry, co wiąże się ze spoilerami. To są uroki publikowania recenzji gdy jeszcze nikt w grę nie grał. Prawda przychodzi później, gdy już kłamstwa przyschły i zostały zapomniane.
A wystarczy ograć sam początek gry, by wiedzieć, że St. John jest gotów poświęcić/narazić własne życie dla swych bliskich. Co udowadniają kolejne działania Deacona w trakcie całej gry. Niemal cały czas przychodzi nam pomagać innym. I tutaj Deek nie różni się niczym od wielu innych bohaterów gier. Prędzej czy później kończymy jako pomoc społeczna. Ale ten biały skurwiel jest samolubny... 1/10! :>>

Kallie miała też inne problemy ze zrozumieniem fabuły, bądź zwyczajnie nie chciała tej informacji przyswoić gdyż nie pasowała do jej agendy. Kolejnym z zarzutów wobec Days Gone było to, że…


Freakers, bo tak nazwano pokraki żądne ludzkiego mięsa, od zombiaków odróżnia to, że nie powstały w magiczny sposób, nie są umarlakami, którzy wstali z grobów. Freakers to żywe istoty, które zostały zarażone tajemniczym wirusem w wyniku którego doznali mutacji. Jednym z objawów mutacji jest utrata pigmentu, albinizm. Oczywiście Kallie nie wiedziała o tym, że ta informacja jest podana w grze na tacy. Wystarczyło pograć dłużej i do tego momentu dojść, zamiast błaźnić się w internecie i zarzucać grze, że „Wszyscy Freakersi są biali”.

Pomyślcie co by było gdyby wszyscy Freakersi byli czarni. Już widzę tę gówno-burzę na temat rasizmu, porównywaniu czarnych do bezmyślnych kreatur i namawianiu do eksterminacji ciemnoskórych. Tak to jest, SJW nigdy nie zadowolisz.

Days Gone, mimo tak paskudnego świata i oprycha w roli protagonisty, przyświeca wątek romantyczny. Gra opowiada w oryginalny sposób historię o potędze miłości i nadziei, która motywuje Deacona do działania. I nawet rozczulające scenki retrospekcyjne gdy Deacon wspomina Sarę i szczęśliwe chwile jakie razem spędzili, posłużyły jako narzędzia do atakowania tej gry. Cóż mogło się nie spodobać? Ano znowu obrzydliwi hetero biorą se kościelne śluby!

Szczególnie wstrząsnęła środowiskiem SJW scena gdy Sara podczas ceremonii wypowiedziała te słowa: „Obiecaj mi ujeżdżać mnie tak często jak ujeżdżasz swój motocykl”.


„To jest rzeczywisty cytat żeńskiej postaci podczas ceremonii zaślubin z gry Days Gone”




„Oh, i mogę potwierdzić, że „Obiecaj mi ujeżdżać mnie tak często jak ujeżdżasz swój motocykl” nie jest to tylko coś co zostało powiedziane, ale jest nawet w retrospekcjach.”

Zanim rozpętaliście tą gównoburzę w mediach, mogliście zrobić mały, tak zwany research, bo jak się szybko okazało, Bend Studio taki research zrobiło i dlatego owa wypowiedź znalazła się w grze. Przyznaję, że sam o tym nie wiedziałem, ale teraz gdy już wiem, że to tradycyjny, zwyczajowy tekst panny młodej wypowiadany na zaślubinach motocyklistów, ta scena nie tylko mi nie przeszkadza, ale nabrała na atrakcyjności, bo wiem, że developer zadał sobie trud by uczynić tą scenę bardziej akuratną, czego w ogóle nie musieli robić, bo w końcu i tak tego nikt nie wyłapał.


Nie wiem czy Days Gone w nieudolny sposób próbowało zadowolić środowiska SJW, czy wręcz przeciwnie, chcieli ich rozwścieczyć jeszcze bardziej. Jedno jest pewne - to drugie im się udało. Wśród NPC pojawia się para lesbijska – i nawet początkowo pomyślałem sobie, „czego te SJW krzyczą, mają homo odznaczone” no ale jak się później okazuje, jedna z lesbijek przestaje być homo i zaczyna lecieć na faceta. Nie mogło się to spodobać ludziom kryjącym się pod szyldem LGBT, którzy są wspierani przez SJWs z całych sił.
Sytuacja, że ktoś przestaje być homo, jest niedopuszczalna. Nawet w fikcyjnej rzeczywistości. Ten bezczelny Team Bend, naruszył największe tabu, całego tak zwanego środowiska LGBT. Nie można o takich rzeczach mówić. Skandal.









Lucy O’Brien autorka recenzji na IGN, oceniła Days Gone na 65/100. Już w pierwszym akapicie swojej bardzo słabej językowo i treściowo recenzji udowodniła, że w Days Gone grała zdecydowanie zbyt krótko. Niestety w obawie przed spoilerami nie mogę tutaj wyjawić o co chodziło konkretnie, ale było to coś na temat fabuły co jest kompletnie sprzeczne ze stanem faktycznym. Wystarczyło ukończyć minimum 60% fabuły by uniknąć tak rażącego błędu.
Co jeszcze bardziej zaskakuje, jej najpoważniejsze zarzuty wobec gry, dotyczy właśnie fabuły.
Co oczywiście potwierdza, że Lucy przyznała niską ocenę emocjonalnie, za niepoprawność polityczną. Ponadto uważam, że wszystkie panie przewijające się przez ten tekst nie sprawiają wrażenia wykwalifikowanych w pisaniu recenzji gier. Nie popisały się ani wiedzą na temat elektronicznej rozgrywki, ani technikaliów. Tego w ich recenzjach nie uświadczysz.

W jednej z cutscenek zarzuca się motocyklistom, że jest to głównie białe środowisko.
Deacon, opowiada, że w ich klubie był czarny motocyklista i,że się przyjaźnili. Tutaj znów albo Bend nie rozumie kompletnie środowiska SJW, albo chcieli ich wkurzyć.
Według SJW, to, że był jeden czarny motocyklista tylko potwierdza, że ciemnoskórych w tych kręgach jest zbyt mało. A jeśli tam ich nie ma to nie dlatego, że gówno ich obchodzi życie motocyklisty, ale to, że są wykluczeni i z pewnością cierpią z tego powodu. Oczywiście jest to niedorzeczne.

Osobiście nie wiem czy amerykańskie gangi motocyklowe miewały czarnych w swoich kręgach czy też nie, i szczerze mówiąc nic a nic mnie to nie obchodzi. Nie rusza mnie też fakt, że w rapie dominują ciemnoskórzy, są w tym lepsi, jest im bliżej kulturowo to i więcej ciemnoskórych zajmuje się tą gałęzią rozrywki. Analogicznie boks, czy koszykówka – to są dziedziny zdominowane przez czarnoskórych, a jeśli komuś białemu się to nie podoba to proszę bardzo, niech zostanie gwiazdą hip-hopu, boksu czy koszykówki i niech pokarze światu, że to właśnie biali rządzą w tych dziedzinach.
Tego samego oczekuję w drugą stronę. Jeśli masz ból dupy, że gangi motocyklowe zrzeszają głównie białych, zostań murzynem jeśli nim nie jesteś, kup motor, załóż gang tylko dla czarnych i voila!

To samo możesz zrobić w innych dziedzinach. Jeśli nie podoba ci się biała obsada filmu/gry, nie podoba ci się, że Spider-man jest biały – weź się do roboty. Napisz scenariusz, przekonaj producenta filmowego, załóż studio developerskie, napisz i narysuj komiks i bohaterowie będą kim chcesz, czarni, różowi, zieloni, hetero, homo, co tylko sobie wymarzysz. Tylko niech to będzie dobre. Wtedy ludzie to kupią, niezależnie od kolorów i penetrowanych otworów.

Ludziom nie będzie przeszkadzać, że bohaterka TLOU to lesbijka, tak długo jak nie stanie się to najważniejszą częścią fabuły gry. Tak znienawidzeni przez Was biali heteroseksualni bohaterowie nie występują w produkcjach o byciu białym i o byciu heteroseksualnymi. To są historie o czymś.

Oczywiście niektórzy „dziennikarze” przyznali wprost o co im chodzi.



Powyższy cytat pochodzi z serwisu IGN i jest oparty o pierwsze wrażenia z wersji demo, dostępnej dla mediów, o której pisałem we wstępie.
„Redaktor” stwierdza, że gra mu się podobała, że nawet był zawiedziony, że nie mógł dalej grać po zakończeniu dema, które testował. Nawet podobała mu się historia… ale jedno mu się nie spodobało „kolejny szorstki biały męski protagonista”.
A teraz proste ćwiczenie. czy jesteście sobie wyobrazić opublikowanie tego samego tekstu z podmienionym słowem „biały” na „czarny”... albo z podmienieniem "męski" na "zniewieściały"?

Bend Studio, nie postanowiło poprzestać tylko na powyższym.

Wisienką na torcie niech będą dzieci zombie, które rozwalamy z taką samą bezwzględnością jak inne zombiaki. Szczerze mówiąc nawet mnie to zniesmaczyło i czułem się nieswojo rozwalając im łby.

Niektórzy, nieco mądrzejsi SJW czuli, że ciężko będzie obronić ich dyrdymały w racjonalny sposób, więc zaczęli krytykować też elementy gameplayu. Niestety pogrążając się jeszcze bardziej. Problemem stało się, że zapisać stan gry można tylko przy motocyklu lub tylko przy łóżku.
Dla mnie jest to świetne rozwiązanie. Zapis przy motorze dodaje surwiwalowego klimatu a jednocześnie nie krzywdzi mocno gracza, gdyż motocykl towarzyszy nam przez większość gry. Oczywiście nie wszędzie da się wjechać… A jeśli ktoś ma ochotę zapisywać stan gry co chwila po wyeliminowaniu jednego przeciwnika to sorry, to nie PC, to jest konsola, tu się gra naprawdę.

Narzekano też na zużycie paliwa. Rzeczywiście tu się mogę zgodzić. Tankowanie motoru było upierdliwe strasznie. Niestety przez zastosowanie mniejszej skali czasu i odległości, niż rzeczywista, zatankowanie pełnego baku starczało na bardzo krótko co mocno irytowało. Ale tu znów trzeba zauważyć, że dotyczyło to początku gry. Bak można było bardzo szybko wymienić na większy, a zużycie paliwa nauczyło mnie planować wszystkie podróże tak by było gdzie zatankować i by benzyny starczyło w obie strony. To tak jak z testowaniem maksymalnego zasięgu drona. Trzeba pamiętać, że baterii musi starczyć też na powrót. Po tym jak nauczyłem się planować i ulepszyłem bak, tankowanie motocykla dostarczyło rozgrywce dodatkowego smaczku. Takiego drobnego, taktycznego wymiaru.

Inni narzekali na brak nowości w Days Gone, że to wszystko już gdzieś było, że gra nie ma tożsamości. To, że gra ma tożsamość, udowadniają wszystkie jęki SJWs o których tu jest mowa.
Jeśli chodzi o gameplay, to oczywiście prawda, że dużo mechanik jest bardzo typowa dla gier open-world, i praktycznie wszystkie liczące się gry z otwartym światem bazują na podobnych schematach. Najwyraźniej nie wymyślono jeszcze nic lepszego i nie wiem czemu tylko Days Gone ma być krytykowane za to, że tego nie czyni.

Zaraz, chwileczkę… ale czy na pewno DG jest pozbawione innowacji? Czy nie pisałem wcześniej o zużyciu paliwa? To jest chyba stosunkowo rzadka, jeśli nie całkiem nowa opcja w grach z otwartym światem. A co powiecie na hordę? Czy spotkaliśmy się z czymś takim w grach Ubisoftu, Rockstara czy ostatnim Wiedźminie?

Po ukończeniu i splatynowaniu gry mogę śmiało powiedzieć, że to jedna z najlepszych gier w jakie grałem w tej generacji. Nie jest to oczywiście tytuł wybitny, który zasługuje na to mityczne 10 na 10, ale jest to gra, która zasługuje na zielony przedział, i twój kolor skóry i orientacja seksualna nie ma tu nic do rzeczy. Czym różni się Days Gone od innych gier Sony? Zabrakło spektakularności. Szczękoopadowości. W przygodach motocyklisty też nie znajdziemy wyciskającej łez historii jak w The Last of Us, nie znajdziemy niesamowitych akcji rodem z Uncharted ani widowiskowych walk z bossami w stylu God of War. Ta gra nie ma w sobie nic niesamowitego czyli jak setki innych gier, które też nie mają w sobie nic spektakularnego i są sobie zwykłymi grami i oceniane są znacznie wyżej.

Może Bend Studio chciało tego negatywnego PR-u? Może to był sposób na nadanie grze rozgłosu? Trudno powiedzieć, pewne jest to, że cytowane tu wypowiedzi są bardzo niesprawiedliwe wobec Sony, bo jest to chyba jedyna firma w branży, która tworzy tak wysokobudżetowe produkcje i inwestuje w bardzo różnorodnych bohaterów.
Bohaterami gier Sony są kobiety, mężczyźni, ludzie w różnym wieku, zwierzęta, roboty, jest nawet lesbijka, ciemnoskóra Nadine – ideał feministek i uwielbiana przez wszystkich Chloe.
Wystarczyła jednak tylko jedna gra, która nie spodobała się środowiskom SJW by zlinczować 5 lat ciężkiej pracy developerów ze stosunkowo małego studia, które z 30 osobowej ekipy rozrosła się do grona blisko 150 osób podczas prac nad Days Gone. 150 pracowników, to bardzo skromna liczba jak na dzisiejsze standardy w developingu gier AAA.

Osobiście mam tylko nadzieję, że tym nawiedzonym aktywistom nie udało się pogrzebać marki Days gone ani Studia. Jeśli tak się stanie to będzie ogromny sukces SJWs i totalna porażka dla nas… zwykłych odbiorców.
Wg nieoficjalnych danych, płynących zewnętrznych firm prowadzących swoje własne pomiary sprzedaży, Days Gone sprzedało się świetnie i raczej powinno mówić się o sukcesie. Z drugiej strony jednak samo Sony milczy i nie przedstawiło żadnych oficjalnych danych, a myślę, że gdyby było się czym pochwalić, już by o tym trąbiono.

Osobiście liczę, że Bend dostanie drugą szanse i Days Gone 2 powstanie. Dwójka ma szanse naprawić błędy oryginału, i oszlifować ten jakże piękny choć ukryty diament.
Jednocześnie może się okazać, że Days Gone 2 będzie tworzone w strachu przed ponownym linczem, i będzie tym sequelem filmu o niedźwiedziach polarnych.




Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
PostNapisane: 26 paź 2019, o 15:36 
Avatar użytkownika
Size Matters

Dołączył(a): 2 sie 2004, o 13:41
Posty: 12924
Lokalizacja: z zajebistego Szczecina
Nie przejmuj się, za to Cyberpunk sprosta oczekiwaniom wszystkim gender dziwolągom i ideologiom do tego stopnia, że stanie się ich produktem niemal sztandarowym :| , a artykułów o tym nawet w jakiś gazetkach dla femibladzi będzie bez liku. Żyjemy w czasach, że albo chcesz zarobić i wpisujesz się w ideologię lansowaną prze lewactwo, które trzęsie portfelem, zasiada w korporacjach i rozpuszcza mózgi młodym na wszelakich frontach, albo masz na tyle odwagi aby lansować swój punt widzenia. Pozyskujesz co prawda proporcjonalnie niszę lecz prawdziwych fanów. Nie ma co się oszukiwać, że największe przychody są z casuali, nie z graczy HC. Więc jak chcesz kasy, a duże korporacje tylko tego chcą uderzają w masy, a masy są lepione. To cud, że w dzisiejszych czasach jeszcze pojawiają się gry, które niosą ...to chore ale można by je nazwać konserwatywnymi poglądami czy wartościami zamiast poprostu pisać o wartościach jako takich w świecie antywartości i odmóżdżonej antykultury.


Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
PostNapisane: 26 paź 2019, o 16:36 
Avatar użytkownika
CHAMPION

Dołączył(a): 31 lip 2004, o 19:41
Posty: 23792
gadu: 818467
Dokładnie tak będzie. Cyberpunk 2077 zmienił front o 180° w tej kwestii. Z anty weszli w sferę pro gender. Dziwne, pewnie jakiś sponsor pogroził paluszkiem. :>>

No jest odwrócenie wszystkiego, norm kulturowych, nawet znaczenia poszczególnych pojęć. Dziś, niepoprawnością polityczną nazywamy jeszcze niedawną normalność
:alks:


Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
PostNapisane: 27 paź 2019, o 09:40 
Avatar użytkownika
Patapon

Dołączył(a): 16 mar 2005, o 12:24
Posty: 3037
Cyberpunk nadrobi sporo fabułą i światem. A przynajmniej mam taką nadzieję :>>

W days gone nie grałem, ale gdzieś tam mam na tapecie, ale gamepass tak mnie łechta ostatnio że gier nie kupuje :>>. Zopinii znajomych ze slacka raczej dobra gra i nic więcej, w większości zgadzają się z ocenami, no ale sam muszę sprawdzić, bo nie ma co się posiłkować ocenami innych.


Góra
 Zobacz profil  
Cytuj  
Szukaj:
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
New Topic Post Reply  [ Posty: 4 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników